Mamy ponad 300 gier jRPG w katalogu. Wystawiaj oceny grom, w które grałeś. :) Czegoś brakuje? Daj znać.

Suikoden Tierkreis

Autor: Des :: Dodano: 2009-04-24 NDS » Suikoden Tierkreis :: Wejść: 998 :: A+ A - FS

Informacje o nowym Suikodenie, z podtytułem Tierkreis, wywołały u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, jako fan serii, powinienem się cieszyć z tego, że kolejny Suikoden przekroczy granice Starego Kontynentu i będzie mi dane cieszyć się z produktu od Konami w domowym zaciszu. Z drugiej strony, kolejna część (uważana jednocześnie za odprysk) serii pojawia się na przenośnej konsoli Nintendo, której specyfikacje techniczne oraz pojemność nośnika, budzą obawy, że gra straci na jakości. Jednak historia zna przypadki, gdy „dwa ekrany” posłużyły do stworzenia udanych gier i równie udanych przeróbek produkcji z dawnych lat. W dodatku Konami potrafi czynić cuda, niezależnie od tego, na jakiej platformie pracuje. Pytanie brzmi, czy owe cuda przyczynią się do tego, bym wystawił Tierkreis odpowiednio wysoką ocenę?

Historie opowiedziane w Suikodenach zawsze uderzają w pojęcie „przeznaczenia”, a Tierkreis wprowadza je na zupełnie nowy poziom. Akcja toczy się tym razem w Królestwie Salsabil, które jest częścią jednego z wielu wszechświatów, wchodzącego w skład Infinity — multi uniwersum światów Suikoden. Pewnego dnia główny bohater — wojownik z Citro Village — wraz z przyjaciółmi, został wplątany w wir wydarzeń, w których pierwsze skrzypce grają tajemnicze księgi. Dzięki nim nie tylko otrzymał moc, ale także z czasem zyskuje pewną wiedzę o wydarzeniach, związanych z postacią „The One King”. Od tej chwili sprawy nabierają tempa — świat, który znał do tej pory, zaczął się zmieniać, pojawiły się niepokojące wizje dotyczące owych wydarzeń, a bohater musiał stawić czoła stworom z „innego świata”. Sprzeciwił się też organizacji The Order of the One True, która wierzy, że „przyszłość jest ustalona z góry”. Nie pozostało mu nic innego, jak zebrać armię do walki z organizacją, składającą się ze 108 Gwiazd Przeznaczenia, których przeznaczenie zapisane jest w gwiazdach.

Osobom, którym obca jest seria Suikoden, scenariusz może wydawać się kolejnym przedstawicielem gatunku. Jednak wystarczy przebrnąć przez te pierwsze godziny gry, aby zauważyć, że nie wszystko jest pokazane wprost. Suikoden Tierkreis, oprócz tradycyjnego motywu starcia dobra ze złem, serwuje nam intrygę polityczną, przeplatana zdradą, niebywałym sojuszem z potencjalnym wrogiem i relacjami między postaciami, na których tym razem ciąży ogromne brzemię obrony światów równoległych. Historia jest z pewnością najmocniejszym punktem gry.

Wszystko w tej grze opiera się na wypełnianiu zadań, zarówno tych związanych z linią fabularną, czy też misji pobocznych. Każda informuje, jakie kroki trzeba podjąć, aby ją wypełnić. Nie twierdzę jednak, że gra jest przez to liniowa. Gracz otrzymuje wolną rękę i jeśli będzie miał ochotę może wypełniać jednocześnie misje poboczne. Te składają się głównie z zadań typu „idź — zabij — przynieś”, jednak są też takie, w których Gracz ma jedynie patrzeć na scenki, iść w wyznaczone miejsce, żeby z kimś porozmawiać, wysłać drużynę do pomocy na roli itp. Za wypełnienie zadań można otrzymać sporą ilość gotówki lub/i cenny przedmiot. Bywa też, że misja będzie związana bezpośrednio z jedną z Gwiazd Przeznaczenia, którą można poprosić o przyłączenie się do drużyny. Naturalnie, nie każdą GP można zdobyć w taki sposób. Niekiedy trzeba będzie chodzić z wioski do wioski w poszukiwaniu owych osobistości i spełniać ich zachcianki. Bywają też osoby, które nie chcą przyłączyć się do drużyny, kiedy je o to prosimy i robią to dopiero po kilku innych, ważnych dla fabuły, wydarzeniach. Jak sami widzicie kwestia „kolekcjonowania” 108 Gwiazd Przeznaczenia nie uległa zmianie — to nadal pracochłonny, ale i za razem niezwykle satysfakcjonujący element gry.

Przyłączające się do drużyny postaci pomagają np. w rozbudowaniu zamku i w trakcie walk. Ten przeszedł pewne zmiany. Po pierwsze — elementy walki 1-na-1 czy walne bitwy zostały zastąpione jednym systemem, który obowiązuje w całej grze. Po drugie — drużyna może składać się z czterech walczących osób oraz jednej odpowiadające za wsparcie w różnych dziedzinach (leczenie jednej postaci co turę, możliwość atakowania jako pierwszy itp.). Po trzecie — nareszcie pojawiła się możliwość zmiany broni osób walczących. Zamiast żmudnego ulepszania oręża u kowala tym razem wystarczy pójść do sklepu i kupić odpowiednią broń. Po czwarte — zamiast True Runes otrzymujemy tzw. Mark of the Stars, który w gruncie rzeczy nie różni się niczym od zwykłego systemu czarów. Reszta jest już bez zmian. Pozostały wspólne ataki oraz szał berserk, czyli zwiększenie współczynników postaci po utracie z drużyny bliskiej osoby oraz samoczynne rzucenie się w obronie kompana z małą ilością życia. Jednak co z tego, skoro walki są bardzo łatwe. Przeciwnicy nie stanowią wyzwania, tak więc odkrycie ich słabych punktów czy odpowiedniej taktyki to kwestia kilku sekund.

Jeśli chodzi o aspekty techniczne, to nie mam prawie żadnych zastrzeżeń. Wszystkie postaci oraz miejscówki zostały odpowiednio zaprojektowane pod możliwości DS-a. Również wielkie brawa należą się za scenki, które zostały wycięte rodem z filmu anime. Problem tkwi jednak w dwóch rzeczach. Pierwszą są pewne spowolnienia animacji, które następują w momencie, gdy na ekranie pojawi się zbyt duża ilość obiektów. Druga, to NPC. Faktem jest, że jest ich sporo w miastach, jednak nie wykazują nawet odrobiny życia.

Muzyka, wydobywająca się z małych głośników jest bezbłędna. Gracz z łatwością wychwyci utwory, które od razu staną się jego ulubionymi (gdzieniegdzie można usłyszeć kawałki z pierwszej części). Warto jednak ściszyć dźwięk, gdy dochodzi do kwestii mówionych. Voice-acting to w prawdzie na DS-ie już prawie norma, jednak głosy niektórych postaci mogą denerwować.

Zanim przejdę do słów końcowych chciałbym wspomnieć o jednej rzeczy. Europejska wersja gry została wyposażona w opcję online. Za pomocą Wi-Fi możliwa jest m.in. wymiana postaciami między graczami, które później można trenować we „własnym świecie”, wymiana najcenniejszych przedmiotów, a nawet walka z przeciwnikami, których nie spotyka się w normalnym trybie rozrywki. Szkoda tylko, że tryb ten odblokowuje się późno.

Muszę przyznać, że do Suikoden Tierkreis podchodziłem z pewnym dystansem, choć w niektórych kręgach jestem uważany za maniakalnego fana całej serii, który najchętniej wystawiłby wszystkim produkcjom od Konami 10. Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione wyżej zalety oraz wady produkcji jestem w stanie bez żadnych wyrzutów sumienia wystawić mocne 7. Bo choć tytuł zaledwie w połowie jest tym, który znamy z konsol PlayStation, to jednak zdobył u mnie uznanie świetnie opowiedzianą historią, w której „przeznaczenie” to coś więcej niż puste słowo. Ponad 40 godzin dobrej zabawy – zagwarantowane.